sobota, 9 maja 2009

Juwenalia

Wybrałam się w czwartek na koncert na stadion Wisły. Od razu powiem, że strasznie się rozczarowałam i w przyszłym roku się nie wybieram, choćby przyjechały same moje ulubione zespoły (ale na to się nie zapowiada, bo ponoć co roku to samo gra w Krakowie). Przyszliśmy o 16. Wejście jak na mecz, przez obskurne bramki, ale spoko, w końcu tak to tam wygląda. Przy wejściu zabrali nam wodę mineralną (jeszcze nieotwierana, co jak co, ale myślałam, że taką pozwolą wnieść). Obmacywanie i przeszukiwanie plecaków, jakbyśmy niewiadomo co wnosili ze sobą. Po drodze minęliśmy gigantyczne kolejki do tojtojów (ponoć stało się w nich 20+ minut). Jako, że na koncercie miało być podobno ok. 7000 ludzi (przynajmniej tyle było biletów), to ogólną ilość tojtojów oceniam jako śmiesznie małą, a ogólną organizację - beznadziejną. Piwo wydawane na kartki (jedyny rozsądny pomysł - kupujemy kartkę w jednym miejscu, a w drugim dostajemy na nią piwo), jakby ktoś chciał skonsumować kiełbaskę/zapiekankę to można stać 40 minut i się nie doczekać. Przy wejściu na boisko ochrona, która pilnuje, aby nie wchodzić z piwem. Spoko. Dobra, organizacja do dupy, ale w końcu przyszłam na koncert. O 16 grał już jakiś bliżej niezidentyfikowany niegroźny support supportu. W końcu wyszedł Grabaż. Strachy lubie i włączam od czasu do czasu, ale jakbym ich wcześniej nie znała i przyszła na koncert, to słysząc ich w radiu chyba od razu zmieniłabym stację na inną. Tak czy siak, grali chyba z godzinę. Potem weszła Coma. Nie znam poza dwoma piosenkami. Klimat imho bardziej do podcinania sobie żył w wannie gorącej wody, ale to już moja subiektywna opinia. Zeszli po około 2 godzinach. Potem była godzinna przerwa i czekanie na Myslovitz. I co? Grali może godzinę. I jak na siebie, dość kiepsko. Całość skończyła się o 23. Do domu wracałam pieszo, bo ostatni dzienny był napakowany do granic możliwości.

Jeśli miałabym podsumować to uważam te 17 zł za kasę straconą. Fatalna organizacja, koncert taki sobie i średni klimat. Impreza na dodatek nie wiedzieć po co, strasznie rozwleczona w czasie, a mało treści i głównie czekanie aż następna ekipa właduje się na scenę.

Rano udało mi się przespać Korowód Juwenaliowy, a ponoć w tym roku był mamut, jaskiniowcy i smerfy. A wieczorem grill u znajomego w ogródku.

2 komentarze:

  1. szkoda ze nie bylas na pochodzie, nie ma sie czym chwalic :)

    czytelnicy domagaja się obrazków i jutuba :P

    buziak!

    OdpowiedzUsuń
  2. Też żałuję, że mnie nie było ale co poradzić, tak wyszło.

    Nad obrazkami i jutjubem pomyślę i wrzucę jak będzie coś ciekawego ;)

    OdpowiedzUsuń