czwartek, 28 maja 2009

Półmetek vol2 ~

Dzisiaj tytuł zapisany w odwrotnej notacji polskiej (tak, mam spaczenia od tej informatyki :D), aby wpasowywał się graficznie w poprzednie tytuły z tego cyklu. Tak więc półmetek 2 prawdopodobnie powoli się kończy. Miałam pójść. Nie poszłam, bo kogokolwiek nie zapytałam czy się wybiera, odpowiedź była negatywna. Jakiś syndrom w stylu "Nie idę bo nikt nie idzie" :D. Szkoda. Na pocieszenie jutro grill grupowy na Zakrzówku.

3niowy hardcorek dobiegł końca. Teraz będą kolejne, mniej lub bardziej hardkorowe zlepki dni. Angielski, zlewany przez wszystkich jak już pisałam równym sikiem, zaskoczył mnie. Dotychczas byliśmy przyzwyczajani sukcesywnie do żałosnego poziomu kolokwiów, które pisało się w kilka osób, a najniższa ocena w grupie miała cyfrę "4" z przodu. A tutaj co? Kolokwium. Takie prawdziwe. Normalnie szok, ale powinno być pozytywnie. Sysopy poszły w porządku, hasło dnia to "manual i komunikatory to narzędzia Szatana i należy z nich korzystać". Zaliczenie jest ;) Analiza nie poszła, trudno. Nie można mieć wszystkiego.

Za oknem nadaje jakieś dziwne ptactwo. Do słowików śpiewających gdy wracam do domu po północy już się przyzwyczaiłam. Do wróblopodobnych od około 4 też. Ale to jest dziwne, brzmi jak dzięcioł, tyle że zamiast stukać, skrzeczy w bardzo specyficzny sposób. I budzi mnie skubane i nie daje zasnąć. Aż chyba zainwestuję kiedyś w tę wiatrówkę i amatorskie kulki ze śrutu.

2 komentarze:

  1. Polecam nauczyć się ptasiego zegara :)

    PS. Nie wierzę. Osoba, która nie mogła onego czasu jechać na narty, bo musiała się uczyć na kolosa z angielskiego? A teraz "normalnie szok" :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolosa z angielskiego sam wymyśliłeś ;)

    A ptasi zegar faktycznie może się przydać - przynajmniej będzie wiadomo na co polować ;)

    OdpowiedzUsuń