czwartek, 7 maja 2009

Refleksyjnie

Środek nocy, a ja znowu nie śpię. Ale w zasadzie poranny lektorat można przespać i wypadałoby pojawić się tylko na laborkach z mikroprocków, bo trudno to potem wszystko odrabiać. Z dziwnych rzeczy to po raz trzeci w tym tygodniu mam nieodparte wrażenie, że jest niedziela. Pierwszy raz ta cudowna myśl dopadła mnie w poniedziałek, czyli w przededniu egzaminu z dwóch semestrów mownitu (na każdej innej uczelni nazywa się to metodami numerycznymi), kiedy to kawa nie dość, że przestawała działać, to jeszcze wydawała się najbardziej obrzydliwym napojem jaki mogła wymyśleć ludzkość. Kolejna niedziela nastąpiła zaraz po egzaminie. Trzecia niedziela w tym tygodniu ma miejsce właśnie w tej chwili, w czwartek. Strasznie dzikie uczucie.

Na biurku leżą dwa bilety na Juwenalia. Jeden na jutrzejszy koncert Myslovitz, Comy i Strachów; drugi, zdobyty cudem, na sobotnią PAKĘ. Mam nadzieję, że przestanie padać, bo moknięcie i grzęźnięcie w błocie nie jest tym, co smoki lubią najbardziej. Miał być jeszcze trzeci - na Rajd Elektryka, ale wyszło jak wyszło i odłożyłam to na przyszły rok (tzn za rok się zastanowię). Zamiast tego mam w planach co innego, a czy wyjdzie to okaże się już w przyszłą niedzielę (niedzielę-niedzielę, a nie taką ściemę jak ta dzisiejsza). Póki co cicho sza :)

Miało być refleksyjnie, no to będzie. W odmętach szuflady znalazłam takie coś:


Niby, że nigdy więcej
Stek rozmów
Godziny kłamstw

Tak, już na zawsze
Zdradzone lata
Dwa różne światy

A w gardle pustynia
Oczy się mienią
Bo tylko serce nie zgasło
I każe wciąż stać w miejscu

Nawet znalazła się data. Zapis w rogu kartki twierdzi, że zostało to spłodzone we wrześniu 2006 roku. Stare, a jednak mam wrażenie, że wciąż aktualne. Ale coś się zmieniło - teraz to Ty jakby wypowiadasz te słowa w mojej wyobraźni, a nie ja, jak te 3 lata temu w stosunku do innego. Teraz to Ty jesteś tu, gdzie byłam wtedy ja. Wiem co czujesz i uważam, że nie ma powodu by aż tak to wszystko roztrząsać, by udawać, że jest tak, jak było, podczas gdy nie jest i nie będzie. Nie wrócę, co nie oznacza, że uważam wspólny rok za czas stracony. Wydaje mi się, że oboje dużo się od siebie nauczyliśmy, że było to cenne doświadczenie i nie należy grzebać wniosków z niego płynących razem z pamięcią o wszystkich wspólnych chwilach.

Znajomy spytał ostatnio wspominając swoją byłą o to, czemu gdy rozpadają się związki, to ludzie od siebie uciekają, nie chcą się wiedzieć? Czemu nie umieją umówić się i na spokojnie pogadać o swoim życiu, jak starzy dobrzy znajomi? Dlaczego nie dzielą się refleksjami, problemami jak kiedyś? Czemu najchętniej zerwaliby z tym wszystkim co było, zapomnieli, zakopali i udawali, że to co było między nimi, nigdy nie miało miejsca?

Wiesz, będąc razem zaniedbałam znajomych, poświęcając wszystko Tobie i teraz, gdy Ciebie już nie ma, pozostała mi w życiu ogromna pustka. Nie powinnam była tego robić, ale zrobiłam, trudno, stało się. Ale życie toczy się dalej, a ja wracam powoli do tego co było. I dobrze mi z tym moim nowym "ja". Postaraj się zrozumieć i zrobić podobnie. Obojgu nam wyjdzie na dobre.

1 komentarz:

  1. "Czemu najchętniej zerwaliby z tym wszystkim co było, zapomnieli, zakopali i udawali, że to co było między nimi, nigdy nie miało miejsca?"
    Czemu? Bo to najmniej boli... A najtrudniej jest być dalej blisko osoby, którą się kocha i o której się wie, że się już nie będzie razem...

    OdpowiedzUsuń