poniedziałek, 1 czerwca 2009

4 nad ranem...

Dawno temu była sobie kraina małych klocków...

W krainie bardzo małych klocków, zwanych inaczej mikroprockami, przebywam już cały weekend i mam serdecznie dość. Dalej nie wiem jak dokończyć sprawozdanie z laborki i co zrobić z dziwnymi danymi o partycjach na dysku. Dziwne się tylko wydaje, że na partycji oznaczonej jako extended, adres CHS pierwszego bloku jest taki sam jak adres CHS ostatniego bloku, natomiast w LBA siedzi jakaś chińszczyzna, a dane zawarte w małych indianinkach wskazują dość pokaźny rozmiar w stosunku do całej pojemności dysku, bo około 30 GB. Liczę, że problem rozwiąże się jakoś sam, najlepiej automagicznie i to jak najszybciej. Fakt faktem czytałam, że jeśli partycja jest odpowiednio duża, czy tam przekroczone są te wartości co się do CHSa mogą zmieścić to całość wariuje i CHS można wyrzucić i patrzeć tylko na LBA, z czego jeśli dobrze myślę, można wyciągnąć ilość sektorków. To jednak nie wyjaśnia nieco bzdurnych danych do analizy i tego, że nawet jeśli przyjąć, że w LBA siedzą tylko sektorki, to rozmiar partycji podany w blokach i rozmiar wyliczony z małych indianinków mają się nijak do owych sektorków. Jakieś lepsze machloje.

... a tymczasem w przestrzeni Gtk::DrawingArea...

krótko mówiąc jeden wielki burdel. Już naprawdę nie mam pomysłu jak w tym całym gtkmmie zrobić obszar, na którym będzie rysunek, na nim jakieś punkty i wybranie z CheckBoxa jakiejś wartości i kliknięcie przy niej ticka sprawi, że dany punkt na rysuneczku zrobi się czerwony jak nochal Rudolfa, a kilka takich punktów plus magiczny guziczek "Start" sprawią, że między tymi punkcikami będą się rysowały kreseczki tak długo, aż temperaturka w dolnym rogu całego GUIa spadnie ze 100 stopni do gdzieś 0,5. Tak, dobrze myślicie co po niektórzy - komiwojażer na simulated annealing. Tak, na jutro.

... a tak poza tym...

to wszystko w porządku. Nawet udało się zdobyć papier do głosowania poza miejscem zamieszkania, co cieszy mnie niezmiernie, gdyż nie muszę dzięki niemu wracać za tydzień do domciu. Mądrzy ludzie twierdzą, że za oknem ćwierka trio, złożone z sikorki, sroki i słowika rdzawego, z czego pierwsze budzi się to ostatnie i nadaje niesamowicie upierdliwie. Ustrzelić z wiatrówki chyba jednak nie można, bo to pod ochroną, więc pozostaje się przyzwyczaić. Do współdzielonego gniazda (mam jakieś spaczenia, pisząc to myślę o jakiś socketach i serwerach wielowątkowych obsługujących wielu klientów naraz) wróbli i jaskółek, jakie mam pod parapetem (a nad kaloryferem) w Gliwicach jakoś się przyzwyczaiłam. Co nie znaczy, że podoba mi się, że 2 lata temu odkryły, że to świetne miejsce na przezimowanie. Póki co, łóżeczko wzywa, więc chyba sobie nie odmówię ;)


D o b r a n o c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz