niedziela, 12 lipca 2009

Smokowo, tanecznie i śmiechowo

Moja kolekcja chińskich smoków wzbogaciła się dziś o nową puszkę na herbatę. Kolekcja, trzeba przyznać, rozrasta się dość prężnie. Jest w niej już trochę biżuterii (pierścionek, broszka, 2 wisiorki), 3 puszki metalowe (mieści się w nich 200g herbaty sypanej), płaskorzeźba z drewna deszczowego z Bali (klik), zestaw porcelanowy do herbaty dla 6 osób (filiżanka + spodeczek + talerzyk + cukierniczka + dzbanek na mleczko), kubek z sitkiem, filiżanka ze spodeczkiem oraz 2 figurki z laki. Może w wolnej chwili sfocę to jakoś i gdzieś wrzucę ;)

Byłam dziś w kinie na genialnej komedii "Narzeczony mimo woli". Serdecznie polecam, zwłaszcza na poprawę nastroju, ja uśmiałam się do łez ;) Btw, szukam chętnych współświrów na premierę najnowszego Harry'ego Pottera w CinemaCity w Forum Gliwice o północy 23/24 lipca.

Stanowczo upieram się przy tym, że wstęp do wszelkiego rodzaju drogerii powinien być kobietom jakoś ograniczony. Albo chociaż jakiś wyświetlacz z sumaryczną ceną na koszyczku, do którego wkłada się znalezione w sklepie cenne skarby i wyjący głośno alarm po przekroczeniu jakiejś kwoty. To przecież nie może być tak, że wchodzi się do sklepu, bierze kilka naprawdę niewielkich rzeczy (niektóre wręcz rozmiaru dużego paznokcia), po czym stan konta maleje o kwotę, składającą się z trzech cyfr i mającą z przodu wartość większą niż 1. Oczywiście to bardzo miło wykąpać się później w wannie pełnej jakiegoś olejku aromatycznego (np. czekolada.. mrau), wetrzeć w siebie kilkanaście kremów, każdy do innej części ciała, po czym spędzić kolejną godzinę w łazience, robiąc się na bóstwo (które nie będzie wymagało odwiedzania łazienki co 30 minut bo coś się obsypało, starło, spłynęło), no ale są jakieś granice cenowej przyzwoitości ;).

Plan wakacyjny realizuje się powoli, ale do przodu. Póki co udało się znaleźć chętnego na taniec towarzyski (mam nadzieję, że nie zwątpi w połowie kursu ;) i że będzie fajnie), co mnie bardzo cieszy. Napaliłam się też na baletki do tańca irlandzkiego - tzw ghillies, które wyglądają mniej więcej tak. Będzie mnie to pewnie kosztowało około 100zł, ale podobno warto, bo mniej boli, wygodniej i w ogóle ;) Szukałam kursów do ściągnięcia w internecie, ale niestety nie jest to najwyraźniej zbyt popularny taniec, bo jedyne co udało się znaleźć, to aukcje na eBay'u i Amazonie oraz amatorski kurs na youtube.

Mam kilka nowych zdjęć do wrzucenia na DeviantArta, ale coś mnie chyba serwis nie lubi, bo nie pozwala wybrać kategorii obrazków - mieli, mieli i nic nie wypluwa. Poza tym od jutra zaczynam zabawę z Inkscape'm, ogólnie pojętą grafiką wektorową i tabletem, pożyczonym od znajomego. Jakiś czas temu, tak na szybko stworzyłam takie coś:
Nie pytajcie co to miało być, nie wiem :D Zaczęło się niewinnie, od zabawy warstwami (dla mało spostrzegawczych - ten obrazek nie zawiera ani jednego konturu), krzywymi Beziera i kolorami. Chyba miał to być jakiś kurczak, ale talentu plastycznego nigdy nie miałam (o czym może świadczyć choćby to jak wyglądał odręczny szkic na kartce a jak efekt końcowy oraz brak umiejętności przerysowania tego niedorobionego kurczaka na kartkę - skończyło się na wykorzystaniu w tym celu drukarki). Mimo wielu prób nie udało mi się go dokończyć (brak weny). Może uda się stworzyć coś nowego ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz