środa, 15 lipca 2009

Wektorowo

Po godzinie jazd w Rybniku muszę przyznać, że to wyjątkowo dzikie miasto, przeładowane aż do bólu znakami, którego żaden mieszkaniec nie rozróżnia przejścia dla pieszych od chodnika i tego wszystkiego od ulicy. Drogi są wąskie i krzywe, ale ronda jak na złość szerokie i miejscami sprawiające wrażenie nieformalnie dwupasmowych. Z ośrodka egzaminacyjnego do centrum miasta najkrótszą drogą (notabene z gigantycznymi dziurami, wertepami i ograniczeniem prędkości do 40 km/h, co i tak grozi urwaniem niektórych części samochodu gdzieś po drodze w krzakach) jedzie się 9 minut. Całe centrum da się objechać w 10 minut i co z tego, skoro jest wyjątkowo paskudnie oznakowane. Może jakoś to będzie.

Wczorajszy dzień sponsorowała wyciągnięta zza różnych starych gratów gitara - nie strojona od dłuższego czasu z powodu braku umiejętności i/lub kogoś chętnego by to zrobić. Na szczęście rozstroiła się w miarę równomiernie (to jeszcze jestem w stanie stwierdzić), więc dla celów własnych można przyjąć, że została po prostu nastrojona w innej tonacji i problem znika samoistnie ;) Psy za oknem nie chciały wtórować, wilków brak, a sąsiedzi nie pukali w rury; nie dzwonili też obrońcy praw zwierząt i nikt nie pytał o duszonego w nocy kota, więc może nie było tak tragicznie.

Później przyszedł niesamowicie pozytywny SMS z 2600 m.n.p.m. (jak dla mnie trochę za wysoko ;p) z bajecznym opisem widoków połączonych z zachodem słońca. Dzięki Adam, za poprawę nastroju i zastrzyk pozytywnej energii :)

Wieczór był wektorowy, pod znakiem Inkscape'a. Podobnie dzisiejszy poranek i popołudnie. Powstał nawet pomysł na dokończenie koguta. Póki co but:

Tak, wiem, że podeszwa mogłaby być mniej wygięta :D. No i nie jestem do końca zadowolona z cieniowania w pięcie, ale zajmę się tym w wolnej chwili. Jest jak jest i niech póki co pozostanie. Po raz pierwszy chyba dopadła mnie niemożność przeniesienia ręcznego bohomazu z kartki na postać wektorową. Pocieszam się tym, że po południu przeszło i Inkscape przewyższył oryginalny szkic (zwłaszcza w kwestii szwów, sznurówek i cieniowania).

Wcześniej jako wprawka powstał też kwiatek:

Kwiatek nie wymiata, nie zachwyca, nie ma na nim żadnego cieniowania i nawet nie chciało mi się rysować prawego listka (nie ma to jak lustrzane odbicie i kilka obrotów). I w zasadzie jestem zadowolona tylko z połowy płatków i łodyżki, a te krawędzie chyba są zbyt cienkie. Tak czy siak, jak na wkład pracy, jest całkiem przyzwoite.

Czas najwyższy postawić nową Fedorkę 11, bo dla Fedory 7 jakiś rok temu skończyło się wsparcie. W repozytoriach już czeka nowszy Inkscape (ponoć ma sporo nowych bajerów) no i nie będzie problemów z widocznością tabletu.

Póki co burza, która nieco przeszkadza w nadawaniu, komunikacji i rysowaniu dalszych części koguta ;) Ale wygląda bajecznie - jak byłam mała bałam się burz, a teraz mnie na swój sposób fascynują. Mogłabym godzinami słuchać muzyki, jaką odgrywają krople deszczu rozpryskując się na parapetach, dachach, szybach. Doprawdy fascynujący jest taniec zmokłych liści na wietrze i dzikość małych niegroźnych potoków, w jakie na chwile zamieniają się chodniki i ulice. A na niebie błyski światła oraz towarzyszące im pomruki burzy, jakby przyroda chciała sfotografować, uwiecznić choć częściowo spektakl, który sama odgrywa.

Ale się rozmarzyłam ;)

1 komentarz: