środa, 26 maja 2010

Wiatrówka pilnie poszukiwana

Do wylotu zostały 23 dni. A dokładniej 23 dni i 23 noce (tak, to robi różnicę).
Easyjet
18June Krakow London Luton Dept 13.00 Arrive 14.30
04Sept London Luton Krakow Dept 13.05 Arrive 16.35
Kalendarz jest napięty. Praktycznie codziennie coś się dzieje i to w dużych ilościach. Szczegółowa rozpiska na najbliższe 23 dni wygląda jak plan zagłady. Do tego przyspieszona sesja, którą i tak udało się w miarę sensownie rozłożyć tak, aby była szansa na zdanie chociaż części egzaminów w czerwcu. No zachciało mi się praktyk zagranicznych, to mam. Pocieszające jest to, że przynajmniej wrzesień mam teoretycznie wolny.

Noce są krótkie, a w dzień nie ma kiedy spać. Zeszłoroczny pomysł zakupu wiatrówki celem wyrżnięcia (lub chociaż postraszenia) ćwierkających wściekle ptaszków, które skutecznie uniemożliwiają zaśnięcie o 4 nad ranem, jest znów aktualny. Wróble, kukułki i sroki nie są w Polsce pod ochroną, nieprawdaż ;) ?

Niniejszym oświadczam, że w dniach 19-20 czerwca nie odbieram telefonów ani poczty, nie ma mnie na Skypie/gg/pidginie, nie wchodzę na forum i nie chcę oglądać cywilizacji. No, może poza spełnieniem obywatelskiego obowiązku w niedzielę. Tak, wiem, że jeden głos niby niczego nie zmienia, a żeby go oddać trzeba wyciągnąć z Urzędu Miasta stosowny papierek i znaleźć jeszcze później jakiś konsulat/ambasadę, ale jakby wszyscy tak myśleli to nikt by nie głosował. Ja głosuję. Zawsze. Uważam to za swój obywatelski obowiązek i jak najbardziej popieram kraje, w których głosowanie jest obowiązkowe dla wszystkich obywateli. Podpisuję się rękami i nogami pod tym pomysłem.

Jeśli pogoda dopisze, zamierzam spędzić cały ostatni czerwcowy weekend w parku. Mądrzy ludzie twierdzą, że to działa relaksująco. W tym momencie jest mi wszystko jedno czy będzie to Hyde Park, czy pobliski Hampstead Heath. Ważne aby był duży, zielony, stosounkowo pusty (lub na tyle duży aby można się było swobodnie rozproszyć) i ćwierkająco-szumiący.

6 komentarzy:

  1. Widzę, że jesteś osobą , która nie boi się spełniać marzeń nie tylko tych podróżniczych. Tak 3maj gdyż do odważnych świat należy.
    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozproszyć...

    CORBĄ, ICEm, czy socketami? ]:->

    Tak, wiem, wredny jestem :P Ale to było pierwsze skojarzenie jak zobaczyłem to słowo...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj kFYatek, to informatyczne zboczenie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładnie z Twojej strony że głosujesz i wypełniasz swój obywatelski obowiązek nawet za granicą naszego pięknego kraju, a niektórym nie chce się przejść 200 m do lokalu wyborczego w niedziele... Ale zastanów się czy obowiązek wyborczy to taki dobry pomysł, bo co z tego że pójdzie do urn przeszło 90% (jak w Belgii np), skoro połowa albo i więcej zaznaczy byle kogo, albo jakieś nazwisko, które akurat w telewizji usłyszało. Sam kiedyś myślałem że to dobry pomysł, ale po głębszym przemyśleniu stwierdziłem, że mógłby tylko pogorszyć sprawę z naszą i tak już tragiczną polityką ;)

    BTW: Zazdroszczę Ci tego Londynu *_* Sam nigdy nie byłem a bardzo bym chciał...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że wybory w takiej wersji, jaką opisałeś miałyby miejsce przy pierwszym-drugim razie, a później społeczeństwo siłą rzeczy trochę by dorosło. Może jestem naiwna, ale uważam, że po pewnym czasie do ludzi dotarłoby, że głosowanie na byle kogo niczego na dobre nie zmieni. A przynajmniej nie będzie słychać zewsząd notorycznego narzekania na władzę ludzi, którym się nie chciało czterech liter ruszyć w niedzielę do urn.

    Co do Londynu - jeszcze rok temu zupełnie nie pomyślałabym o czymś takim, wydawałoby mi się to szaloną, nierealną, ale równocześnie bardzo fajną przygodą. Trochę szczęścia i stało się ;) Trochę sama sobie zazdroszczę, mając jednocześnie świadomość, że to ogromne wyzwanie i nie jestem jeszcze pewna jak mu sprostam.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja juz tęsknie za naszymi podskakiwaniami i loża szyderców na irlandzkim:(

    OdpowiedzUsuń