środa, 2 czerwca 2010

Idzie sesja

Znajomy z roku o 3 w nocy zastanawia się na Facebooku czy to on biega po suficie za uczelnianymi projektami, czy to one go ganiają. Ciężko powiedzieć. Osobiście uważam, że projekty mają taką nieciekawą własność, że rzucają się z pazurami i gryzą właśnie wtedy, gdy efektywność pracy studenta powinna rosnąć wykładniczo (tj na noc przed oddaniem projektu). Efekt jest taki, że zamiast odpowiedniego spięcia się w sobie, wewnętrznej mobilizacji i przeznaczenia wszystkich sił aby wreszcie zamknąć dany projekt, skończyć go i zapomnieć o wszystkich traumatycznych chwilach, w których się przewija - czas biegnie w jedną stronę, a praca w drugą. Wszystkie znaki wskazują jednoznacznie - idzie sesja. Wielkimi krokami i jest już tuż-tuż.

Póki co, plan zagłady na najbliższe dni o dziwo realizuje się bez poważniejszych zgrzytów. Co prawda niektóre rzeczy się przesuwają "na później" (bo tak najłatwiej) ale jakoś się to wszystko jeszcze trzyma. Nawet pojawiła się nadzieja na zaliczenie laborek z systemów rozproszonych w pierwszym terminie w czerwcu, i choć stoi to jeszcze pod dużym znakiem zapytania, wydaje się to realne. Większym problemem jest narastający z dnia na dzień brak ochoty do zrobienia czegokolwiek, zwłaszcza wstania z łóżka po 2-4 godzinach snu, i stan, w którym coś co powinno mi zająć godzinę, zajmuje około 5 razy dłużej.

Oszczędzę Wam śliniących się potworów z przygotowań do sesji jesiennej, które można zobaczyć tutaj. Podsumowanie będzie bardziej optymistyczne.

Weekend był pozytywny. W nocy z piątku na sobotę spałam 14 godzin, a z soboty na niedzielę - 12. Niestety w niedzielę tak krótko, bo były dodatkowe zajęcia z tańca irlandzkiego i trzeba było na nie dojechać na Osiedle Złotego Wieku. Tak na marginesie - Osiedle Złotego Wieku brzmi ładnie. Nazwa przystanku - Mistrzejowice I też brzmi niegroźnie. Wielki napis na budynku na wprost przystanku: "Osiedle Tysiąclecia" brzmi już mniej ciekawie. Rzut okiem na mapę Krakowa, do wujka Googla i kilku nagłówków gazet i już chyba nie chcę tam więcej wracać.

Zajęcia były nieziemsko męczące, ale przyjemne. Miła odmiana - sala, która ma lustra i duże okna oraz którą ktoś posprzątał, a nie tylko zamiótł miotłą kurz, jak w Bakałarzu. Nasz układ finałowy jest wypasiony ;) Poniżej nasza wspaniała czwórka (mam nadzieję, że obie Kasie i Magda nie mają nic przeciwko, że umieszczam to zdjęcie na blogu):


Następne wpisy prawdopodobnie dopiero po ceili finałowym, które odbędzie się w niedzielę, 13. czerwca o 18:30 w klimatyzowanej sali Rotundy w Krakowie, przy ul. Oleandry 1.

A później już w miarę regularna (postaram się) relacja z życia codziennego na tymczasowej emigracji.

3 komentarze:

  1. Mam to samo im bardziej jestem przy sesyjnej mecie tym bardziej się nie chce. Całkowita niemoc w kwestii uczelnianej twórczości. I ta pogoda...niby zimno , ale jakby nie było mamy czerwiec. :)
    Pozdrawiam i życzę owocnej sesji.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, ale po prostu musiałam jak to zobaczyłam :P zespół Donegal z Bydgoszczy pozdrawia :D I życzy sukcesów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ludzie "Po sesji" pozdrawiają i salutują towarzyszom idącym na zarzynkę ;>

    OdpowiedzUsuń