niedziela, 8 sierpnia 2010

Czerwony autobus

Posty publikowane są z pewnym opóźnieniem, za co z góry przepraszam wszystkich czytelników. Z natłoku innych zajęć, blog odszedł trochę w zapomnienie.

Dzisiaj będzie o komunikacji miejskiej. Jest ona dość droga w tym kraju, zwłaszcza w porównaniu do polskiej, ale za to umożliwia dostanie się praktycznie do każdej części Londynu. Najszybszym sposobem przemieszczania się jest niewątpliwie metro, składające się z 11 linii, z których każda kursuje na kilku trasach. Wagoniki jeżdżą średnio co kilka minut, więc poza godzinami szczytu, kiedy to trudno się zmieścić do środka, jest to bardzo wygodny środek transportu.

Główne remonty przeprowadzane są w weekendy, dlatego jeśli planujemy podróżować w tym czasie, dobrze jest sprawdzić wcześniej, które nitki nie jeżdżą. Poza metrem, dostępna jest także linia jeżdżąca po powierzchni (tzw Overground) oraz lekka kolej DLR.

Wieść gminna niesie, że w bardziej oddalonych od centrum strefach Londynu jeżdżą także tramwaje (i to nawet piętrowe), ale nie widziałam nigdy żadnego. Po całym mieście kursują za to słynne czerwone autobusy.

Trzeba przyznać, że przejażdżka autobusem to ciekawe przeżycie z kilku powodów. Na samym początku należy podkreślić, że miejsca na piętrze zaraz przy przedniej szybie to rewelacyjny punkt widokowy. W środku autobusu zamontowanych jest zazwyczaj około 16 kamer i jeśli dodatkowo jest też monitor, to nie dość, że można oglądnąć samego siebie ze wszystkich stron, to dodatkowo mamy również widok na to, co się dzieje na zewnątrz (trzeba przyznać, że niebardzo rozumiem do czego to potrzebne). O ile autobusy różnią się między sobą wymiarami (są zarówno przegubowe, jak i pojedyncze, piętrowe oraz zwykłe), ilością zamontowanych kamer, modelem, czy tablicami rejestracyjnymi, to jedna rzecz pozostaje niezmienna niezależnie od płci i koloru skóry kierowcy - sposób prowadzenia pojazdu. Nie wiem co trzeba zrobić aby zdobyć uprawnienia kierowcy autobusu, ale mam nieodparte wrażenie, że szkolenie przeprowadzane jest na małych furgonetkach wypełnionych po brzegi gęsto poupychanymi ziemniakami, a żeby zdać egzamin należy przejechać określoną trasę nie gubiąc po drodze żadnego ziemniaka. Kierowcy angielskich autobusów specjalizują się bowiem w rozpędzaniu się na krótkich dystansach oraz gwałtownym hamowaniu z opcją zatrzymania pojazdu w miejscu, co w przypadku schodzenia po schodach w trakcie hamowania pozwala zapoznać się bliżej z takimi pojęciami jak "przyspieszenie" czy "siła bezwładności". Co prawda nie zdarzyło mi się nigdy spaść ze schodów, ale tylko dlatego, że trzymałam się kurczowo barierki, i że na koncu schodów znajduje się dość szeroka ściana, na której można się w ostateczności zatrzymać. Jest jednak wiele bardziej pozytywnych stron takiego właśnie szkolenia na kierowcę, pomiając znaczne wmocnienie mięśni ramion i nóg. Kilkuminutowa podróż z początkującym kierowcą nie pozwoli zmęczonemu, wracającemu do domu po pracy pasażerowi przespać własnego przystanku, gdyż każde ruszenie poprzedza dość silne szarpnięcie, najbardziej odczuwalne w okolicach pępka, a każde hamowanie sprawia potencjalną możliwość dokładnego przypomnienia sobie co jedliśmy na obiad. Oczywiście nie jest tak źle i przedstawiam to trochę w krzywym zwierciadle, ale trzeba przyznać, że polscy kierowcy prowadzą wyjątkowo spokojnie w porównaniu do brytyjskich.

Jeśli chodzi o ceny, londyńska komunikacja nie należy niestety do tanich, jest droga nawet dla samych Brytyjczyków. Już przy więcej niż 2-3 przejazdach opłaca się zainwestować w kartę miejską Oyster, z którą podróżowanie jest o wiele tańsze. Jest to karta zbliżeniowa, którą można doładowywać za każdym razem wybraną przez nas kwotą lub kupić bilet okresowy (tygodniowy, miesięczny, roczny) na dwie określone strefy (numerowane od 1 do 6). Co prawda bilet miesięczny w strefach 1-2 kosztował mnie miesięcznie prawie £100 (lepiej nie przeliczać tego na złotówki), ale bez tego pojedynczy przejazd metrem kosztowałby mnie £4. Trzeba za to przyznać, że mimo korków w centrum w godzinach szczytu (co często sprawia, że podróż autobusem w środku lata staje się koszmarem) i weekendowych remontów metra, całość funkcjonuje bardzo sprawnie.

4 komentarze:

  1. Te ceny, które przytaczasz, to ceny za bilet ulgowy/studencki, czy normalny?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie mogłam korzystać ze zniżek studenckich, ponieważ przysługują one tylko studentom londyńskich uczelni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że te kosmiczne ceny pojedynczych przejazdów to próba zmotywowania ludzi do korzystania z Oyster Card. Ten sam przejazd jednorazowy naliczony elektronicznie kosztuje poniżej 2 funtów. Ot taka pułapka dla turystów ; )

    Gdzie nowe posty?? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cena przejazdu jednorazowego zależy od tego w jakich strefach się poruszamy i w jakich godzinach. Dla stref 1-2 w godzinach szczytu jest to £2.30, poza godzinami szczytu i w weekendy £1.80. Swoją drogą, właśnie przy okazji popatrzyłam na ceny w dalszych strefach. Metro w ogóle jeździ w 8 strefie :D ?

    Nowe posty powinny pojawić się jeszcze przed październikiem. Minimum dwa o moim pobycie w Londynie ;) Zapewne ukażą się z lekko wsteczną datą.

    OdpowiedzUsuń