niedziela, 19 września 2010

Kolorowe Camden Town

Camden Town, nazywane rajem wszelakich subkultur to dzielnica, którą warto odwiedzić z kilku powodów. Jeśli jesteście fanami kultury alternatywnej, szukacie markowych glanów, starych płyt winylowych, wysadzanych ćwiekami skórzanych pasków albo właśnie odkryliście w sobie punka i chcecie wymienić całą garderobę, to nie mogliście trafić lepiej.
Na ulicach jest tłoczno, gwarno i kolorowo. Spotkamy tu ludzi w każdym wieku (choć głównie młodzież) z fantazyjnymi fryzurami, ubranych w kolorowe, kontrastowe ubrania, jak i mrocznych metalowców i dzieci-kwiaty. W jednym z zaułków minęła mnie drobna starsza pani około 60tki, w odblaskowych srebrnych legginsach z cekinami, obcisłej różowej bluzeczce na ramiączkach i czarnych kozakach na wysokim koturnie.

Camden to jednak nie tylko wyjątkowo kolorowa dzielnica tolerancji. W porcie jest także targ rybny, ale jeśli zależy nam na dobrym towarze, trzeba wstać dość wcześnie rano. Znajduje się tu również Camden Lock - największy i najbardziej znany w Londynie targ, pełen jedzenia z całego świata, restauracji, pubów, sklepów i straganów ulicznych.

Przyznam szczerze, że trafiłam tutaj całkiem przypadkiem. Wszystko zaczęło się od rozmowy o jedzeniu w polskim pokoju na kanale firmowego irca. Od dłuższego czasu stęskniłam się za pierogami ruskimi i ktoś (pozdrowienia dla Łukasza M.) polecił mi udać się w tym celu na targ do Camden. Zapisałam sobie szczegółowo wskazówki dojazdu i dojścia i szczerze mówiąc nie spodziewałam się na miejscu zastać nic więcej poza dużym targowiskiem. Jeszcze przed wyjściem znajomi słysząc gdzie się wybieram, uśmiechali się mówiąc, że będzie kolorowo, ale tak naprawdę nie wiedziałam kompletnie nic o miejscu, do którego pojechałam. Jakie bylo moje zdziwienie gdy na miejscu zastała mnie parada punków, a targ okazał się być ogromny. Zanim dotarłam do polskiego stoiska, na którym kupiłam armię pierogów, gołąbków i bigosu, minęła dobra godzina. Instrukcje były co prawda dość prezycyzjne*, ale bardziej przydatne gdy próbuje się trafić w to samo miejsce drugi raz. Była to dobra okazja aby spróbować jedzenia z innych stron świata lub chociażby zobaczyć jak różnorodna jest kuchnia w zależności od regionu. I tak odpowiednio Brazylię reprezentowała głównie kuchnia owocowa, Włochy i Hiszpanię - makarony i pizza, Japonię i Chiny - sushi, Nową Zelandię - pieczone świnki morskie (brr), Indie - bliżej niesprecyzowane jedzenie, którego zawarte w nim przyprawy już z dużej odległości skutecznie udrożniały drogi oddechowe, Grecję - jagnięcina i feta, Turcję - kebab. Skusiłam się na kozinę, która reprezentowała Afrykę Południową - ciekawe w smaku mięso o konsystencji zbliżonej do wołowiny, ale to raczej jednorazowa przygoda ;)  Na uwagę zasługuje także punkt z przepyszną kawą, nieco dalej - świeżo wyciskany sok pomarańczowy i nieprzyzwoicie słodkie pączki (chociaż zdecydowanie wolę Krispy Kreme). Oczywiście zobaczyłam tylko niewielką część Camden Lock, ale przy następnym dłuższym pobycie w Londynie, z pewnością będę bywała tam zdecydowanie częściej.

Do Camden Town najłatwiej dostać się metrem nitką Northern Line. Niestety stacja jest wyjątkowo zatłoczona, szczególnie w weekendy. Na targu nie zapłacimy kartą, a najbliższy bankomat jest w odległości około 20 minut pieszo, dlatego jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy, dobrze zaopatrzyć się w gotówkę przy stacji metra. Jeśli chodzi o polskie stoisko, polecam szczególnie pierogi ruskie i gołąbki w sosie pomidorowym (więcej informacji na stronie Pierogi Company).




* dla zainteresowanych: idąc od strony rzeki, przed niebieskim wiaduktem 'Camden Lock' należy skręcić w lewo, następnie ponownie w lewo, zostawiając za sobą włoskie pizze na wynos, dalej prosto i na końcu w prawo przy stoisku brazylijskim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz