sobota, 16 października 2010

Krakowska mgła

Zaczął się kolejny rok akademicki i aż wierzyć się nie chce, że to już siódmy semestr, po którym dostanę ładny papierek i tytuł inżyniera. Jak to zwykle na początku roku, niewiele się dzieje, więc korzystając z okazji postanowiłam udać się na weekend do Londynu. Termin wyglądał obiecująco, zwłaszcza, że kolejne weekendy praktycznie aż do obrony mam gęsto upakowane różnego rodzaju nieprzekładalnymi sprawami. Nie przepadam co prawda za linią Ryanair, zdecydowanie wolę latać Easyjetem, ale tym razem nie było wyboru. Bilet kupiłam z dużym wyprzedzeniem i zadowolona z siebie udałam się wczoraj w nocy na Balice.
From Krakow (KRK) to London-Stansted (STN)
Fri, 15Oct10 Flight FR2437 Depart KRK at 21:50 and arrive STN at 23:20
From London-Stansted (STN) to Krakow (KRK)
Sun, 17Oct10 Flight FR2436 Depart STN at 18:00 and arrive KRK at 21:25
Od samego początku coś było nie tak. Najpierw okazało się na dworcu w Krakowie, że zmienił się rozkład jazdy pociągów do Balic i czekałam na następny pociąg dobre 45 minut. Na miejsce dotarłam jednak na długo przed planowanym odlotem, więc nic się nie stało. Na lotnisku zdziwił mnie nieco tłum ludzi, ustawionych przy tabliczkach z różnymi nazwami miejscowości zagranicznych, jednak na pierwszy rzut oka wyglądało to na wycieczki zorganizowane, czekające na dalszy transport, więc nie wzbudziło to żadnych podejrzeń. Przy kontroli bezpieczeństwa usłyszałam rozmowę celników o odwołanych lotach, ale wszystko wskazywało na to, że lot do Londynu odbędzie się planowo. Problemy zaczęły się koło 21:20 gdy okazało się, że samolot z Londynu do Krakowa, którym mieliśmy lecieć, wylądował w Pyrzowicach z powodu gęstej mgły. Niewyspana i zmęczona, marzyłam tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się w samolocie, a tutaj lot najpierw przekierowany, później odwołany, następnie znowu przekierowany. W skrócie wyglądało to mniej więcej tak:

21:20
Samolot z Londynu kołuje nad Balicami, ale z powodu gęstej mgły nie podchodzi do lądowania. Ląduje w Pyrzowicach. Będziemy lecieć z Pyrzowic, do których przewiozą nas autobusem.

21:30
Przechodzimy przez bramki do autobusu, każdemu sprawdzana jest karta pokładowa. Autobusem podjeżdżamy do sali przylotów. Odprawa paszportowa i lądujemy przy informacji przy wejściu do budynku.

21:40
Pojawia się informacja, że lot zostaje odwołany.

21:50
Samolot poleci jednak z Pyrzowic. Czekamy na autobus.

22:10
Podstawili autobusy, sprawdzili wszystkim karty pokładowe.

23:15
Pyrzowice. Trzeba przyznać, że choć lotnisko leży bardzo na uboczu (jakieś 30min drogi od końca płatnego odcinka autostrady A4), to jest o wiele ładniejsze, lepiej zorganizowane i nowocześniejsze niż lotnisko w Balicach. Są dodatkowe pokoje dla matek z dziećmi, kilka knajpek, w których można coś zjeść, 4 punkty kontroli bezpieczeństwa (a nie 2) i wrażenie ogólne jest o wiele bardziej pozytywne. Nawet w środku nocy.

23:30
Połowa ludzi przeszła przez kontrolę bezpieczeństwa. Przy okazji okazalo się, że kupiony na strefie wolnocłowej w Balicach alkohol, trzeba jednak zostawić lub wypić, bo mimo specjalnego opakowania, nie można go ze sobą zabrać.

23:45
Zmagania z biurokracją. Będą nam drukować nowe karty pokładowe. W międzyczasie przyjechał autobus z przekierowanego lotu czarterowego do Hurgandy, wiec tłum dziki. Alkohol można jednak przewieźć, ale pod warunkiem włożenia go do bagażu nadawanego. Na wagę bagażu nikt już nie zwraca uwagi. Ludzie dzielą się na tych, którzy pospiesznie opróżniają flaszki, wkładają do bagażu, proszą innych o włożenie do bagażu, i tych, co się awanturują. Pani wydająca karty ma dość i wzywa ochronę.

00:00
Wszyscy jeszcze raz przez kontrolę bezpieczeństwa. W Krakowie bez problemu przejdzie, jeśli zostawi się laptopa w plecaku, tutaj chyba dokładniej prześwietlają bagaż, bo na ekranie monitora widać zdecydowanie wiecej. Plecak wraca jeszcze raz na prześwietlenie, tym razem laptop osobno w koszyczku z innymi metalowymi przedmiotami. Potem kontrola paszportowa. I błyskawiczne ładowanie nas do samolotu.

00:15
Dowcip nocy: "Priority boarding". W pierwszej kolejności oczywiście osoby z pierwszeństwem wejścia na pokład. Nie ma to jak priority boarding 3 godziny po czasie.

03:00
Samolot wylądował na Stansted. Może to ze zmęczenia, ale miałam wrażenie, że wszystko było o wiele bardziej głośne niż zazwyczaj - zarówno sam lot, jak i zmiana ustawienia skrzydeł przy starcie i podchodzeniu do lądowania. Widok przez okno był za to wyjątkowo piękny. Gęsta mgła nad miastami (zarówno w Katowicach, jak i Londynie) delikatnie rozpraszała pomarańczowe światła lamp ulicznych, które układały się w rozmaite kształty geometryczne. Może to lekkie zboczenie, ale całość wyglądała jak jeden wielki układ scalony.

04:15
Golders Green. Autobus z lotniska pędził przez puste ulice jak szalony i przyjechał 15 minut przed czasem.

Poszłam spać koło 6 nad ranem. Niewątpliwie popsuło to plany weekendowe, bo zamiast wstać o jakieś cywilizowanej godzinie, spałam do godzin popołudniowych. Mam nadzieję, że chociaż lot powrotny będzie bardziej cywilizowany, choć nawet przy lądowaniu w Pyrzowicach, daje to dodatkowe 1,5h na przejazd do Balic, więc da się przeżyć ;)

Na koniec dodam jeszcze, że pamiętam o zaległych postach z mojego poprzedniego pobytu w Londynie - tworzą się :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz