czwartek, 23 grudnia 2010

Studia dwustopniowe - koszmar, który miał ułatwić studiowanie w Zjednoczonej Europie

Proces boloński, który zapoczątkował w Polsce ideę studiow dwustopniowych, obchodził w zeszłe wakacje swoje 10. urodziny. O ile w przypadku studiów kończących się dotychczas po 5 latach tytułem magistra pomysł ten nie wpłynął bardzo destrukcyjnie na program nauczania, o tyle na przykładzie własnym mogę powiedzieć z całą pewnością, że ma bardzo negatywy wpływ na uczelnie techniczne kształcące magistrów inżynierów. Bo choć zapewne nikomu nie podoba się to, że chcąc uzyskać wykształcenie wyższe porównywalne do starszych kolegów i koleżanek, musi napisać nie jedną a dwie prace, przejść dwie obrony oraz egzamin wstępny na II stopień, to nie jest to jeszcze koniec świata. Pod warunkiem, że to wszystko odbywa się w semestrze letnim. Może ktoś wdrażający proces boloński nie miał wystarczającej wyobraźni, a może był humanistą, któremu nie robi specjalnej różnicy, czy będzie bujać w obłokach w ciągłym bloku 10 semestrów, czy w trybie 6+4. Nie wiem i nie interesuje mnie to. Uczelnie techniczne do końca protestowały przeciwko wprowadzaniu tej chorej idei, jaką jest podział studiów inżynierskich na 7+3. Założę sie, że osoba reprezentująca Polskę w tym całym nonsensie ani przez chwilę nie pomyślała o tym, że dla niektórych oznacza to kończenie jednych studiów i zaczynanie kolejnych w czasie prawie zerowym. Ale może po kolei o co chodzi.

Dotychczas było tak: 9 semestrów przedmiotów i 10. semestr, na którym są 2-3 seminaria i czas na pisanie pracy magisterskiej. Dzieląc 10 na 7+3, chcąc dać czas na pisanie prac (inżynierskiej i magisterskiej) siłą rzeczy należało by znacznie ograniczyć program 7. semestru, co oznaczało by, że nowemu pokoleniu magistrów inżynierów przekaże się 90% przekazywanej dotychczas wiedzy. Można też oczywiście nie przejąć się tym, że czasu jest mniej i skompresować całość w wyjątkowo nieprzyjemnego potworka, zakładając, że "jakoś to będzie". Nie wiem, jak radzą sobie z tym inne kierunki, wydziały, czy uczelnie. Mój radzi sobie tak średnio, ale jest to wina w głównej mierze osób stojących gdzieś wyżej.

Jak to wygląda w moim przypadku? Nieciekawie. Po przejściu przez 1. rok, po którym odpadło najwięcej osób, myślałam, że najtrudniejsze już za mną. Zimowe semestry były dla mnie zwykle prostsze, a letnie - trudniejsze, kilka razy złapało się jakiś warunek, czasem miało trochę szczęścia, a czasem pecha, to jakoś to szło. Ostatni semestr na własne życzenie był nieco hardcorowy, ale to dlatego, że uparłam się aby lecieć na praktyki do Londynu. W sumie patrząc na to, jak to wszystko wyszło, gdybym była na studiach jednolitych, może za rok zrobiłabym to po raz kolejny, tylko w jakieś bardziej egzotyczne miejsce (Nowa Zelandia wygląda całkiem obiecująco). Przyznam, że czuję się jak królik doświadczalny. Jestem pierwszym rocznikiem, na którym testuje się ten nowy arcygenialny pomysł, który jest regularnie komentowany przez zdecydowaną większość osób z mojego roku w formie średnio cenzuralnej, której pozwolę sobie nie przytaczać z racji publicznego charakteru bloga.

Trzeba oddać honor uczelni i przyznać, że poszli nam na rękę, chociażby dlatego, że nie mamy w 7. semestrze żadnych egzaminów (poza egzaminem końcowym z semestrów 1-6). Na dodatek Katedra udostępniła na swojej stronie kompletną listę pytań testowych wielokrotnego wyboru na egzamin wstępny, a egzamin końcowy tworzony jest na podstawie tej samej puli pytań. Prowadzący poszczególne przedmioty w zdecydowanej większości byli bardzo pomocni na wszelkiego rodzaju konsultacjach w sprawie pytań (choć niestety nie wszyscy, a paradoksalnie im trudniejsze pytania z danego przedmiotu, tym chęci mniejsze). Pomijam już zupełnie fakt, że nikt tych pytań przez lata nie ruszał, a od tego czasu zmienili się zarówno prowadzący, jak i program studiów. Część pytań ma jedyną słuszną wersję odpowiedzi na slajdach wykładowych, w innych trzeba się domyślać, co układający miał na myśli, jeszcze inne nie zawierają żadnej poprawnej odpowiedzi; część pytań ma potencjalnie różne poprawne odpowiedzi w zależności od tego, kto prowadził wykład gdy byly układane razem z kluczem, a inne zawierają definicje, które w zależnosci od literatury mogą być niekiedy całkowicie ze sobą sprzeczne. Przemilczę już może to, że próba wygooglowania słów kluczowych niektórych pytań zwraca jako jedyny wynik... link do spisu pytań ze strony Katedry. Dobrze, wystarczy już tego użalania się nad egzaminem. Przygotowanie do niego zabrało mi ładnych kilka tygodni, ale przynajmniej mam to już za sobą, zdane na ocenę bardzo dobrą. To chyba moja pierwsza od pamiętnego egzaminu z fizyki na 2. semestrze ocena 5.0 z egzaminu, do którego się tyle przygotowywałam. Egzamin to niestety nie wszystko.

Największym problemem jest przeładowanie materiału na 7. semestrze. Mam 8 naprawdę pracochłonnych przedmiotów i niestety nie wszystkie w moim odczuciu nauczą mnie tego, czego naprawdę powinny. Gdy zapisywałam się na Aplikacje WWW, ktorych gwoździem programu miał byc framework RubyOnRails to nie po to, aby przez 4 z 5 laborek konfigurować Apache'a na czas, a zadanie z Railsów robić samodzielnie fakultatywnie w domu przez Święta Bożego Narodzenia. Na Geometrii Obliczeniowej z kolei okazało się, że zadawane zadania do zrobienia w 2h15min laboratorium znacznie przekraczają przeznaczony na nie czas i wymagają jeszcze długich godzin siedzenia nad nimi w domu, a po modyfikacjach sposobu prowadzenia zajęć zniknął co prawda problem poprawiania zadań w domu, ale pojawiła się konieczność przychodzenia na zajęcia z elastyczym gotowcem aby w ogóle móc się wyrobić czasowo. Szkoda też, że od kilku laborek wałkujemy dokładnie te same zagadnienia, zmieniając tylko implementację (język, używane biblioteki, środowisko), bo przedmiot zapowiadał się naprawdę ciekawie, a trochę się zawiodłam na części praktycznej. Owszem, nie na wszystkim jest taka masakra, ale są przedmioty-potworki, które wzięte razem sprawiają, że semestr staje się przerąbany. Do tego wszystkiego trzeba jeszcze znaleźć czas na pisanie pracy inżynierskiej (i co z tego, że w zespołach 2-4 osobowych, skoro roboty jest po uszy). Przestałam chodzić na wykłady i część ćwiczeń, na których nie jest sprawdzana obecność. Śpię zdecydowanie za mało, na dodatek w dziwnych godzinach i ciągle wszystko jest "na wczoraj", a ja nie mogę wykopać się z zaległości. Nie wiem jak radzą sobie z tym problemem inni, ale założę się, że gdyby nie współpraca i handel wymienny, mało kto byłby w stanie obronić się w terminie.

A właśnie, terminy. Co prawda od października 2007 roku wiadomo, że w lutym 2011 będzie trzeba przeprowadzić obronę prawie 100 osób, a następnie rekrutację i wyrobić się z tym czasowo w określonych normach, ale wszystkie władze na uczelni zlewały to do samego końca. Zarządzenie rektora z dnia 31 maja 2010 w sprawie organizacji roku akademickiego 2010/2011 nie przewiduje zupełnie czegoś takiego jak rekrutacja na następny stopień. Miesiąc temu ktoś puknął się w czoło, że to przecież nie zadziała i oznajmił wszystkim prowadzącym na roku, że zajęcia semestru zimowego zostają skrócone o 2 tygodnie. Część się tym przejęła i dostosowała do zmian po ludzku, część skondensowała program przedmiotu (bo przecież "nie można niczego opuścić"). Zaliczenia mamy uzyskać do 14. stycznia aby nie mieć problemów lub do 28. stycznia aby mieć nikłą szansę dostania się na kolejny stopień, ale z problemami. Pracę w dziekanacie trzeba złożyć do 28. stycznia, a do tego trzeba uzyskać absolutorium i wszystko mieć zamknięte. Przyjęcie wszystkich dokumentów od 1 osoby ma trwać przeciętnie około 20 minut, dziekanat otwarty jest 4 dni w tygodniu w godzinach 9-12, a nas jest prawie 100 osób, co sprawia że nie możemy się wszyscy rzucić 28.01 i liczyć na to, że zdążymy. Obrony przez 3 dni, na początku lutego. Wszystko jest na ostatnią chwilę. Co prawda od 2,5 roku wiadomo, że w końcu przyjdzie ten dzień, kiedy grupa królików doświadczalnych będzie się rekrutować na kolejny stopień studiów, ale wszystkim się wydaje, że to jest jakaś nieokreślona daleka przyszłość. Dalej nie ma spójnego syllabusa studiów magisterskich, nie wiadomo co jest na którym semestrze, z czego są egzaminy ani czy specjalizacje mają jakieś wspólne przedmioty. Niektóre grupy odpowiedzialne za poszczególne specjalizacje starają się co prawda wypromować i dotrzeć jakoś do studentów, ale co z tego, skoro strona Katedry (na której każdy szuka najnowszych wiadomości) od kilku ładnych lat nie posiada aktualnych informacji i nikt się tym nie przejmuje. Nadal niektórzy uważają, że to, że "wiadomo powszechnie", że coś jest dobre wystarcza, aby ludzie przychodzili sami i nie trzeba się reklamować. To ma niestety krótkie nogi.

Nie wiem jak trudno jest się wycofać z procesu bolońskiego, ale uczelnie techniczne robią ponoć wszystko co mogą aby przywrócić 5letni program lub chociaż sensowniej go podzielić. Mówi się też o wydłużeniu studiów o pół roku lub podzieleniu ich w takim samym stosunku jak studia uniwersyteckie. Oczywiście zauważam także pozytywne aspekty takiego podziału studiów - robiąc drugi kierunek wystarczy dobrnąć do tytułu licencjata i można przekwalifikować się w krótszym czasie niż dotychczas. Szczerze dziwi mnie jednak, że 29 państw podpisało taki dokument, nie przejmując się jednocześnie uznawalnością dyplomów wydawanych w poszczególnych krajach. Ostatnio ze zdumieniem dowiedziałam się, że ani moja matura, ani tytuł inżyniera, ktory mam nadzieję niedługo otrzymać, nie są w ogóle uznawane np. w Wielkiej Brytanii. I na odwrót - gdybym uzyskała wyższe wykształcenie na Wyspach, nie zostało by ono automatycznie uznane w Polsce. Jeśli mi zależy, muszę je sobie nostryfikować. O ile z uznaniem dyplomu inżyniera za odpowiednik angielskiego BSc nie powinno być żadnych problemów, o tyle za uznanie brytyjskiego dyplomu MSc w Polsce mogą być już problemy. W Anglii studia magisterskie trwają bowiem rok. Fakt, proces boloński trochę pomoże przy nostryfikacji - teraz już przynajmniej nie będzie sytuacji, w której polskie studia magisterskie uznawane są za BSc Hons (no bo jednolite, jedna obrona więc BSc, a że 5letnie to dołóżmy Hons).

PS. Mam postanowienie noworoczne - mniej narzekać ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz