środa, 23 marca 2011

Studia magisterskie: czas start

Od jakiegoś czasu mogę mówić o sobie, używając takich słów jak "absolwent", czy "inżynier" - jak to dumnie brzmi. Momentami aż kusi mnie aby wyrobić sobie jakieś stosowne pieczątki i wizytówki. Na ostatnich laboratoriach nawet jeden z prowadzących żartobliwie czytając listę obecności, dodawał każdemu przed nazwiskiem stosowny tytuł. Ale do rzeczy, czas zejść na ziemię, bo nadszedł kolejny semestr.

Kilka tygodni temu zaczęłam studia magisterskie z informatyki na wydziale EAIiE AGH. Po długich wahaniach zdecydowałam się ostatecznie na specjalność Systemy interaktywne i metody wizualizacji. Decyzja nie była prosta - kusiło mnie także Wytwarzanie i integracja systemów informatycznych, ale mam nadzieję, że nie będę żałować. Poza specjalnością, należało wybrać także 3 z 6 bloków obieralnych (każdy złożony z 2 przedmiotów - pierwszy w tym semestrze, drugi w następnym) oraz 2 z 4 przedmiotów obieralnych. Tu akurat wybór nie przysporzył mi trudności.

Muszę przyznać, że już od pierwszych dni jestem bardzo pozytywnie zaskoczona - nie ma praktycznie żadnych nudnych wykładów. To stwierdzenie może brzmi szokująco, choć z drugiej strony nie powinno, bo trudno, aby np. wykłady matematyczne były szczególnie pasjonujące - chyba, że ktoś czuje swoisty pociąg do równań różniczkowych, ale ja nie należę do grona tych osób. Do tej pory bywało to różnie na poszczególnych semestrach, ale jeszcze nigdy nie było tak, żeby każdy wykład był naprawdę ciekawie prowadzony. Do tego stopnia ciekawie prowadzony, że ja - śpioch naczelny - co poniedziałek jestem zła na siebie gdy znowu zaśpię na 8:00. Dotychczas godzina ta kwalifikowała się jako środek nocy, a zajęcia o tej porze były barbarzyństwem w czystej postaci. Odnoszę wrażenie, że niektórzy wykładowcy, którzy mieli z nami wcześniej zajęcia w ramach innych przedmiotów, po prostu dopiero teraz mają szansę w pełni się zrealizować i prowadzą coś, czego wykładanie sprawia im prawdziwą przyjemność, bo aż miło się słucha. Moim osobistym faworytem zostanie chyba jednak wykład z Administracji Systemów Komputerowych - naprawdę może trudno w to uwierzyć czytając tę nazwę, ale niektórzy nawet z wykładu o systemach plików potrafią zrobić swoiste show. Laboratoria też zapowiadają się całkiem ciekawie, choć od samego początku widać, że pracy będzie naprawdę dużo i jeszcze przyjdą dni, gdy będę narzekać, że jak zwykle się nie wyrabiam.

A skoro już o wyrabianiu się mowa - w tym semestrze mam silne postanowienie aby panować nad tym co mam do zrobienia, co nade mną wisi, a co może poczekać i nie jest aż tak pilne. Dotychczas było zbyt dużo cudownych zbiegów okoliczności, które ratowały mnie w ostatniej chwili przed kompletną katastrofą, a wszystko dlatego, że czegoś sobie nie zapisałam, o czymś zapomniałam, a sprawy super ważne wyleciały mi z głowy, aby przypomnieć się, gdy jest już za późno. Zmianie podejścia niewątpliwie służy fakt, że po raz pierwszy od kiedy zaczęłam studia, nie mam żadnych zaległych rzeczy z poprzednich semestrów - żadnych warunków ani przedłużonych projektów. Wdrażam się zatem w Getting Things Done i choć póki co moje zarządzanie czasem nie uległo jakiejś znacznej poprawie, to przynajmniej mam świadomość, że wszystko co mam do zrobienia jest zapisane w jednym miejscu. I od razu śpi się spokojniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz