poniedziałek, 26 grudnia 2011

Święta na Wyspach

Pierwsze oznaki zbliżających się świąt można zauważyć w Londynie dużo wcześniej niż w Polsce - już pod koniec września w sklepach nieśmiało zaczynają pokazywać się kartki świąteczne, drobne ozdoby i małe choinki. Tak jednak, jak w Polsce przygotowania do sezonu świątecznego poprzedza wyprzedaż zniczy, wieńców i kwiatów na Wszystkich Świętych, tak w Anglii w podobnym okresie dekoracje są nieco bardziej mroczne, lecz trochę na wesoło. Do końca października największym zainteresowaniem cieszy się bowiem Halloween. Choć nie jest to dzień wolny od pracy, najsłynniejsza handlowa ulica Londynu - Oxford Street - w godzinach popołudniowych wypełniona jest po brzegi przebierańcami i łowcami przecen. W tym okresie rewelacyjnie sprzedają się zarówno cukierki w pudełkach z napisem "trick or treat!", maski jak na bal przebierańców, mroczne kostiumy, akcesoria, których nie powstydziłby się niejeden rasowy zombie, jak i różnokształtne pomarańczowe dynie, sztuczne pajęczyny, czarne peleryny, miotły, spiczaste kapelusze, a nawet pączki z nietoperzami z czarnego lukru. Na początku listopada można załapać się jeszcze na tydzień ostatecznych przecen towarów, które nie sprzedały się do Halloween, po czym klimat zmienia się na bożonarodzeniowy.

Pierwsza zmienia się chyba Oxford Street. Remonty nabierają tempa, aby zdążyć ze wszystkim przed świętami i robotnicy zaczynają pracować na kilka zmian. Na początku grudnia została ponownie otwarta stacja metra Tottenham Court Road, dzięki czemu mogę bezpośrednio, bez przesiadek, wybrać się do raju zakupowego w mniej niż pół godziny. Wszędzie zaczynają pojawiać się choinki, na drzewach zawieszane są kolorowe lampki, a w sklepach można usłyszeć obowiązkowe "White Christmas". Kuszą pierwsze promocje świąteczne, a Oxford Street jest częściowo wyłączona z ruchu od początku grudnia. Bynajmniej nie sprawia to, że przemieszczanie się jest prostsze i szybsze - tłum jest po prostu równomiernie rozłożony na całej szerokości dwóch chodników i dwukierunkowej jednopasmowej ulicy. Przy mojej stacji metra wieczorami świecą się kolorowe lampki w kształcie litery "A" (od nazwy stacji: Archway). Przed budynkiem, w którym pracuję, na Broadgate Circle można pojeździć na łyżwach, a Krispy Kreme (czyli moje ulubione jeszczetrochowe pączki) wprowadziły specjalną serię świąteczną - pączki w kształcie choinek i polukrowane na bałwanki. I te
same zestawy słodyczy, co na Halloween, tylko tym razem zapakowane w kolorystyce bożonarodzeniowej. Naprawdę żałuję, że nie miałam czasu wpaść do Harrods'a żeby zobaczyć, jak tam wyglądają przygotowania świąteczne - mam nadzieję, że jakaś część tego wszystkiego zostanie jeszcze w styczniu, gdy wrócę do Anglii. Małą namiastką był jednak Selfridges - wielki dom towarowy, w którym można kupić dosłownie wszystko, sam dział ze słodyczami jest porównywalnej wielkości do średniego Tesco w Polsce, a od wejścia pachnie drogimi perfumami. Nie da się tego opisać - trzeba po prostu zobaczyć. Gigantyczna przestrzeń w głównym holu, wysokie sklepienia, monstrualne warkocze z choinek i łańcuchów zwieszające się po ścianach i błyszczące bombki wielkości arbuzów. Oczywiście nienagannie ubrana i kulturalna obsługa, ceny jak w Harrodsie i więcej gapiów niż klientów. I choć w tej krainie wiecznego deszczu można raczej zapomnieć o śniegu, przepiękne kolędy zastępuje oklepane "Jingle Bells" i "White Christmas", a ze względu na ogromne zróżnicowanie kulturowe Boże Narodzenie to przede wszystkim święto komercyjne, to jednak klimat świąt czuje się tam bardziej, niż w Polsce.

Wesołych Świąt !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz